200 lat fotografii. Fotografowie to nie wszystko
200 lat fotografii. Fotografowie to nie wszystko
W 2026 roku fotografia obchodzi swoje dwusetlecie. Nie chodzi przy tym o jedną, łatwą do wskazania datę. Za początek historii medium przyjmuje się najstarszą zachowaną fotografię Nicéphore’a Niépce’a, wykonaną około 1826–1827 roku. Właśnie dlatego oficjalne obchody dwusetlecia zostały rozłożone na lata 2026–2027. Francuskie Ministerstwo Kultury rozpoczęło je 1 września 2026 roku. Program obejmuje ponad tysiąc inicjatyw we Francji i w ponad czterdziestu krajach, a jego zakres wykracza daleko poza wystawy poświęcone historii fotografii. Obejmuje także edukację, współczesną twórczość, działania społeczne i pytania o przyszłość obrazu.¹
To dobry moment, żeby zadać trochę inne pytanie niż to, które zazwyczaj pojawia się przy jubileuszach: co właściwie sprawiło, że fotografia przetrwała dwieście lat? Oczywiście można wymienić wynalazców, fotografów, artystów, badaczy i kolejne przełomowe technologie. Można opowiedzieć historię od Niépce’a przez dagerotyp, negatyw papierowy i film aż po fotografię cyfrową i obrazy generowane algorytmicznie. Istnieje jednak również druga historia fotografii, mniej efektowna i znacznie trudniejsza do zauważenia. To historia ludzi, którzy przekazywali wiedzę, utrzymywali praktyki, organizowali warsztaty, zakładali grupy, udostępniali miejsca, pokazywali techniki kolejnym pokoleniom i tworzyli warunki, w których fotografia mogła być dalej uprawiana. Bez nich wiele rozdziałów historii fotografii mogłoby po prostu się skończyć.
Widać to szczególnie dobrze dzisiaj, kiedy wraz z jubileuszem obserwujemy zainteresowanie procesami, które mają ponad sto lat. Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów jest cyjanotypia. Technika wynaleziona przez Johna Herschela w XIX wieku przeżywa współcześnie wyraźne ożywienie. World Cyanotype Day, organizowany od 2015 roku, gromadzi twórców z całego świata. Według organizatora od 2022 roku artyści z 71 krajów uczestniczyli w przygotowywanych w ramach wydarzenia galeriach. W 2026 roku temat „Global Blueprint: People, Place, and Environment” skierował uwagę na związki techniki z miejscem, ludźmi i środowiskiem.²
Jeszcze ciekawsze jest to, co dzieje się poza samym ruchem skupionym wokół cyjanotypii. Współcześni artyści wykorzystują ten historyczny proces do tworzenia prac dotyczących krajobrazu, pamięci, ekologii, roślin, architektury, książki artystycznej czy relacji z miejscem. Powstają wielkoformatowe realizacje, instalacje i eksperymenty łączące tradycyjny proces z innymi sposobami tworzenia obrazu. Cyjanotypia nie wraca więc jako rekonstrukcja przeszłości. Staje się tworzywem współczesnej fotografii.³
To interesujący paradoks dwusetlecia. W momencie, kiedy fotografia osiąga wiek, który pozwala patrzeć na nią niemal jak na kompletne medium historyczne, artyści wracają do technik z jej początków i znajdują w nich możliwości, których wcześniejsze pokolenia nie musiały nawet brać pod uwagę. Aby dawna technika mogła jednak otrzymać nowe życie, potrzebna jest wiedza. A wiedza fotograficzna nie przekazuje się sama.
Od światowego renesansu do jednej wystawy w Chełmie
Właśnie dlatego w moim projekcie badawczym szczególnie interesują mnie nie tylko artyści i ich fotografie, lecz również osoby, dzięki którym praktyki alternatywne mogą być przekazywane dalej. Przypadek Aleksandry Borysiewicz jest pod tym względem wyjątkowo interesujący, ponieważ wszystkie te elementy można obserwować niemal w jednym miejscu. Wystarczy przyjrzeć się jednej wystawie.
„W odbiciu granatu”, zaprezentowana w ramach Małego Festiwalu Fotografii „Światłoczułe opowieści”, była wystawą 97 cyjanotypów wykonanych przez uczestników Grupy Paparazzi i Paparazzi Kids. Sama liczba jest interesująca, ale jeszcze ważniejsze jest to, że 97 obrazów stanowiło tylko część znacznie większego procesu. W trakcie pracy wykonano ich ponad 200, a Aleksandra zdecydowała się pokazać również próby, które nie znalazły się wśród prac przeznaczonych do ekspozycji, traktując je jako zapis drogi prowadzącej do końcowego rezultatu.⁴
Jeżeli potraktować tę wystawę wyłącznie jako zbiór 97 fotografii, tracimy większą część jej znaczenia. Historia zaczęła się znacznie wcześniej. Aleksandra po raz pierwszy zetknęła się z cyjanotypią podczas kursu fototechnika, na który sama się zapisała. Kurs prowadził jej przyjaciel Grzegorz Zupan, pasjonat fotografii tradycyjnej. W ramach zajęć uczestnicy wykonywali cyjanotypie, a później prowadzący zorganizował w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Chełmie wystawę ich prac. Aleksandra była jedną z uczestniczek tej wystawy. Dopiero później zaprosiła Grzegorza Zupana do przeprowadzenia podobnych zajęć z Grupą Paparazzi. Powstały wtedy pierwsze pojedyncze cyjanotypie wykonane przez młodzież.⁵ Dalszy ciąg tej historii również nie był zaplanowany od początku. Po kilku latach jedna z uczestniczek wróciła do cyjanotypii i chciała przygotować indywidualną wystawę w tej technice. To doświadczenie stało się następnie punktem wyjścia do pracy całej grupy, a później również młodszych uczestników Paparazzi Kids. W jednej wystawie spotkały się więc doświadczenia kilku lat: wcześniejsze zainteresowanie Aleksandry techniką, wiedza zdobyta podczas kursu, przekazanie jej młodzieży, pierwsze próby, inicjatywa jednej z uczestniczek i wreszcie decyzja o rozszerzeniu eksperymentu na całą grupę.
To już nie jest historia jednej techniki, ale historia jej przekazywania i dalszego rozwijania.
Kiedy patrzymy na „W odbiciu granatu”, widzimy niebieskie obrazy. Nie widzimy natomiast wszystkich ludzi, którzy musieli pojawić się po drodze, wcześniejszych prób, warsztatu, decyzji o rozpoczęciu pracy z całą grupą, czasu poświęconego na przygotowanie materiałów ani dyskusji o tym, dlaczego coś nie zadziałało. Nie widzimy ponad stu prac, które nie znalazły się na wystawie. Widzimy 97 gotowych obiektów, choć właśnie ta niewidoczna część umożliwiła ich powstanie.
Można więc spojrzeć na tę wystawę jak na przekrój przez strukturę współczesnej fotografii alternatywnej. Jej powierzchnię stanowią obrazy, ale pod nimi znajduje się sieć relacji.
Fotografka, która buduje warunki
Aleksandra jest przy tym kimś więcej niż osobą organizującą edukację fotograficzną. Sama pozostaje aktywną fotografką. W ostatnich latach świadomie mocniej wróciła do własnej praktyki, ponieważ uznała, że skoro mówi młodym ludziom, aby próbowali, pokazywali swoje prace i mieli odwagę prezentować własne pomysły, sama musi robić to samo. „Nie mogę tylko nauczać, muszę też działać” to jedno
z najważniejszych zdań w jej wypowiedziach.⁶ To ma znaczenie także dla sposobu, w jaki należy rozumieć jej zainteresowanie alternatywnymi procesami. Cyjanotypia nie jest w jej przypadku dekoracyjnym dodatkiem do edukacji, lecz częścią własnego doświadczenia fotograficznego. W jej biografii fotograficznej obecna była wcześniej ciemnia, praca z powiększalnikiem, solaryzacja
i fotomontaż, a obecnie powracają również pomysły związane z ciemnią, kolodionem oraz camera obscura, czyli fotografią otworkową.⁷
Można więc mówić o niej jako o fotografce alternatywnej, ale nie tylko dlatego, że wykorzystuje określoną technikę. W jej praktyce ważne są proces, materiał, czas potrzebny na powstanie obrazu, a także próba i błąd. Alternatywny charakter tej fotografii wynika bardziej ze sposobu traktowania obrazu niż
z samego wyboru historycznego procesu. Cyjanotypia jest jednym z narzędzi, za pomocą których Aleksandra sprawdza, co fotografia może zrobić, kiedy nie musi być natychmiastowa. Później ten sam proces przekazuje dalej.
Cyjanotypia jako „slow technology”
W tym miejscu działalność Aleksandry bardzo ciekawie spotyka się z najnowszymi badaniami nad cyjanotypią. Yi Xia, Jianrui Zhao i Chihiro Sato w pracy „Cyanotype as Slow Technology for Japanese Older Adults”, opublikowanej w materiałach konferencji Creativity and Cognition 2026, analizują cyjanotypię jako technologię spowalniającą proces tworzenia obrazu. Badanie oparto na czterech warsztatach przeprowadzonych w społeczności osób starszych w Japonii. Autorzy zwracają uwagę na czas oczekiwania, materialną niepewność, wspólną uwagę i społeczny wymiar pracy nad odbitką. Ich zdaniem wartość cyjanotypii nie sprowadza się do wyglądu gotowego obrazu. Ważne są warunki czasowe, materialne i relacyjne, w których ten obraz powstaje.⁸
W Chełmie sytuacja jest oczywiście inna, ponieważ uczestnikami są młodzi ludzie, a cele pracy są odmienne. Mechanizm jest jednak zbliżony. W pracy nad cyjanotypią nie można przeskoczyć procesu. Trzeba przygotować materiał, wykonać ekspozycję, poczekać, wypłukać obraz i dopiero wtedy zobaczyć rezultat. Jeśli coś się nie uda, trzeba zrobić kolejną próbę.
Ponad 200 wykonanych prac pokazuje, że nie był to kurs polegający na odtworzeniu instrukcji. Był to eksperyment. Aleksandra nie ukryła przy tym procesu, który prowadził do finalnych prac. Pokazanie prób obok gotowych obrazów oznaczało rezygnację z prostego podziału na to, co się udało, i to, co należy wyrzucić. Wystawa opowiadała więc także o uczeniu się.
„Nie wiem. Sprawdźmy”
Jest jeszcze jeden element, który bardzo mocno wyróżnia Aleksandrę. Nie próbuje występować jako osoba posiadająca pełną wiedzę o fotografii. Sama mówi, że są obszary, w których inni wiedzą od niej więcej. W takiej sytuacji szuka specjalisty, konsultuje się i zaprasza go do współpracy. Kiedy pojawia się problem, charakterystyczna odpowiedź brzmi: „Nie wiem. Sprawdźmy”.⁹ To krótkie zdanie jest jednym
z najciekawszych elementów jej sposobu pracy. W tradycyjnym modelu edukacji nauczyciel przede wszystkim przekazuje wiedzę. Tutaj potrafi również uruchomić jej poszukiwanie. Ma to szczególne znaczenie w fotografii alternatywnej, gdzie praktyczne doświadczenie często wymyka się idealnym instrukcjom. Materiał może zachować się inaczej, niż przewidywaliśmy, papier może zmienić rezultat,
a ekspozycja może wymagać korekty. Jedna próba może prowadzić do pytania, którego nie ma w podręczniku.
„Nie wiem. Sprawdźmy” staje się więc nie tylko metodą pracy, ale również metodą przekazywania fotografii. Wiedza nie zostaje zamknięta w osobie nauczyciela. Może krążyć między nauczycielem, uczestnikiem, zaproszonym specjalistą i kolejnymi pokoleniami.
Niewidzialna część ekosystemu
Właśnie dlatego „W odbiciu granatu” interesuje mnie bardziej jako przypadek badawczy niż po prostu kolejna wystawa młodzieżowa. Widzimy jej efekt, ale możemy również odtworzyć drogę prowadzącą do tego efektu: wcześniejszą wiedzę, osobę, która ją przekazała, decyzję Aleksandry o wprowadzeniu techniki do pracy z młodzieżą, warsztat, grupę, czas, materiały, kolejne próby, przestrzeń do prezentacji, festiwal i publiczność. Dopiero zestawienie tych elementów pokazuje, czym jest ekosystem alternatywnej fotografii. Nie jest widoczny na żadnej pojedynczej fotografii, ale bez niego fotografia nie mogłaby powstać ani wejść w obieg. Aleksandra jest jego niewidzialną częścią, choć tylko częściowo niewidzialną. Jej nazwisko pojawia się przy grupie, wystawie czy warsztatach, nie pojawia się jednak na każdej z 97 cyjanotypii. Mimo to jej praca była jednym z warunków ich powstania.
To właśnie czyni tę rolę interesującą. Nie jest autorką wszystkich obrazów, ale jest jedną z osób, dzięki którym ich autorzy mogli stać się autorami.
Od Paparazzi do lokalnego obiegu fotografii
Historia Grupy Paparazzi zaczyna się bardzo skromnie. Kiedy Aleksandra miała 22 lata, młodzi uczestnicy wcześniejszych zajęć poprosili ją, aby przejęła prowadzenie grupy fotograficznej. Było ich sześć osób i nie mieli jeszcze nawet nazwy.¹⁰ Z czasem grupa zyskała własnych absolwentów, młodsze pokolenie Paparazzi Kids, wystawy, konkursy i festiwal. W 2024 roku Mały Festiwal Fotografii prezentował zarówno prace aktualnych uczestników, jak i absolwentów Grupy Paparazzi.¹¹
To więcej niż ciągłość organizacyjna. Powstaje pamięć środowiska. Młody uczestnik może zobaczyć osobę, która kiedyś była w jego miejscu, spotkać dorosłego twórcę pracującego w technice, którą właśnie poznaje, i przekonać się, że coś, co zaczynało się jako ćwiczenie, może później stać się częścią poważnej praktyki artystycznej. W 2026 roku ten mechanizm jeszcze wyraźniej pojawił się podczas Małego Festiwalu Fotografii „Światłoczułe opowieści”, w którym spotkały się działania młodzieży i prezentacje dorosłych twórców pracujących z cyjanotypią.¹² W ten sposób lokalne wydarzenie zaczyna pełnić funkcję miejsca transmisji. Nie chodzi tylko o pokazanie prac, ale o przekazanie doświadczenia, które może zostać przejęte i rozwinięte przez następną osobę.
Wystawa, która wychodzi z pracowni
Podobnie należy spojrzeć na sposób, w jaki Aleksandra myśli o samych wystawach. Opowiada o projektach, w których fotografie trafiały do szkół, instytucji, kina, a nawet sklepu. Nazywa to „ubieraniem miasta w fotografię”.¹³ Nie jest to tylko pomysł na nietypową ekspozycję. Za tym działaniem kryje się określone rozumienie fotografii: ma spotkać człowieka tam, gdzie on już jest. Dlatego wystawa nie musi być końcem procesu. Może prowadzić do rozmowy, kolejnego wydarzenia albo nowego pomysłu. Może też dotrzeć do osoby, która nigdy nie zdecydowałaby się wejść do galerii.
To ważne również w kontekście fotografii młodzieżowej. Młody autor dostaje informację, że jego praca może znaleźć się w przestrzeni publicznej i stać się częścią lokalnego życia. Doświadczenie to wykracza poza samą odbitkę.
Fotografka i animatorka
Po przeanalizowaniu tej historii coraz trudniej oddzielić Aleksandrę Borysiewicz jako fotografkę od Aleksandry Borysiewicz jako animatorki. Jej własna fotografia opiera się na relacji i spotkaniu, podobnie jak jej praca edukacyjna. Interesują ją proces i materialność fotografii, a te elementy wprowadza również do pracy z młodzieżą. Sama eksperymentuje i pozwala eksperymentować innym, sama wystawia swoje prace i uczy młodych ludzi wystawiać własne. Nie jest to przypadkowe połączenie kilku aktywności, ale dość spójna praktyka.
Z perspektywy badań nad fotografią alternatywną prowadzi to do ważnej zmiany pytania. Zwykle pytamy, kto wykonał fotografię. W przypadku „W odbiciu granatu” warto zapytać również, kto umożliwił poznanie techniki, stworzył przestrzeń do eksperymentu, połączył młodych ludzi z wiedzą, zaakceptował ponad sto niedoskonałych prób, doprowadził projekt do wystawy i umożliwił spotkanie młodzieży z dorosłymi twórcami. Na te pytania w dużej mierze odpowiada jedna osoba: Aleksandra Borysiewicz.
Dwieście lat fotografii i przyszłość, której nie widać
Dwusetlecie fotografii jest dobrym momentem, żeby poszerzyć sposób, w jaki opowiadamy historię tego medium. Nie tylko o wynalazców, artystów i przełomowe obrazy, ale również o tych, którzy utrzymują fotografię w ruchu.
Jeżeli współczesna cyjanotypia jest dzisiaj tak aktywna, to nie dlatego, że stara receptura sama odzyskała znaczenie. Potrzebowali się pojawić ludzie, którzy ponownie się nią zainteresowali, nauczyli się jej, przekazali ją dalej i znaleźli dla niej współczesny kontekst. Tak samo jest z każdą inną praktyką fotograficzną, również z tymi, które dopiero próbują znaleźć swoje miejsce w świecie zdominowanym przez obraz cyfrowy.
W 2026 roku świętujemy dwieście lat fotografii, ale nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądało jej następne stulecie. Wiemy natomiast, że każde pokolenie musi nauczyć się jej na nowo. Musi zdecydować, które elementy przeszłości zachować, które odrzucić, a które wykorzystać w zupełnie inny sposób. W tym procesie potrzebni są ludzie, którzy nadal sami fotografują, ale też tacy, którzy potrafią przekazać dalej ciekawość fotografią, stworzyć przestrzeń do eksperymentowania, zaprosić specjalistę, zorganizować wystawę i dać młodemu człowiekowi możliwość publicznego pokazania własnego pomysłu.
Dlatego wystawa „W odbiciu granatu” mówi nam znacznie więcej niż tylko to, że grupa młodzieży nauczyła się wykonywać cyjanotypie. Pokazuje, jak działa fotografia, kiedy patrzymy na nią nie jak na zbiór obrazów, ale jak na środowisko. 97 fotografii jest tym, co widzimy. Ponad 200 prób pokazuje część procesu, ale jeszcze większa część tej historii pozostaje poza kadrem. Są nią ludzie, relacje, wiedza, czas, organizacja, zaufanie, przestrzeń do eksperymentu i możliwość popełnienia błędu.
Aleksandra Borysiewicz jest fotografką alternatywną, ale jej znaczenie dla tej fotografii nie kończy się na jej własnych obrazach ani na znajomości cyjanotypii. Jest również animatorką, która potrafi uruchomić cały obieg. Dzięki temu jej działalność staje się przykładem tej części współczesnej fotografii alternatywnej, której zazwyczaj nie widzimy, choć bez niej wiele rzeczy nie mogłoby się wydarzyć.
I może właśnie tych ludzi warto szczególnie zauważyć podczas dwusetlecia fotografii. Nie tylko tych, którzy pozostawiają po sobie obrazy, lecz także tych, którzy sprawiają, że następne obrazy mogą w ogóle powstać.
Przypisy
Ministère de la Culture, Bicentenaire de la Photographie. 200 ans de photographie : célébrons les regards, Paris 2026–2027, oficjalny program obchodów dwusetlecia fotografii; Ministère de la Culture, „Bicentenaire de la Photographie : les ambitions de la manifestation”, 3 września 2026.
Malin Fabbri, „World Cyanotype Day 2026: Global Blueprint”, AlternativePhotography.com, 26 września 2026; por. także AlternativePhotography.com, „World Cyanotype Day”.
AlternativePhotography.com, „Cyanotype Gallery”; por. M. Fabbri, „World Cyanotype Day 2026: Global Blueprint”.
Aleksandra Borysiewicz, Wystawy, które maszerują po mieście, materiał przekazany autorowi, 2026.
A. Borysiewicz, Wystawy, które maszerują po mieście, 2026; tejże, dodatkowe wyjaśnienie w korespondencji głosowej z autorem, październik 2026.
A. Borysiewicz, Wystawy, które maszerują po mieście, 2026.
Tamże.
Yi Xia, Jianrui Zhao, Chihiro Sato, „Cyanotype as Slow Technology for Japanese Older Adults”, w: C&C 2026: Proceedings of the 2026 Conference on Creativity and Cognition, Association for Computing Machinery, New York 2026, s. 1298–1302, DOI: 10.1145/3803784.3816818.
A. Borysiewicz, Wystawy, które maszerują po mieście, 2026.
Tamże.
„Chełm. ‘Mały Festiwal Fotografii’ – wystawy absolwentów MDK”, Super Tydzień Chełmski, 10 czerwca 2024.
A. Borysiewicz, Wystawy, które maszerują po mieście, 2026.
Tamże.
Bibliografia
Borysiewicz, Aleksandra, Wystawy, które maszerują po mieście, materiał przekazany autorowi, 2026.
Fabbri, Malin, „World Cyanotype Day 2026: Global Blueprint”, AlternativePhotography.com, 2026.
Ministère de la Culture, Bicentenaire de la Photographie. 200 ans de photographie : célébrons les regards, Paris 2026–2027.
Ministère de la Culture, „Bicentenaire de la Photographie : les ambitions de la manifestation”, 3 września 2026.
Xia, Yi, Zhao, Jianrui, Sato, Chihiro, „Cyanotype as Slow Technology for Japanese Older Adults”, w: C&C 2026: Proceedings of the 2026 Conference on Creativity and Cognition, Association for Computing Machinery, New York 2026, s. 1298–1302, DOI: 10.1145/3803784.3816818.










