Cyjanotypia przejmuje fotografię alternatywną?
Cyjanotypia przejmuje fotografię alternatywną?
Dlaczego najprostsza z historycznych technik fotograficznych stała się jedną z najbardziej ekspansywnych
Jeszcze niedawno cyjanotypię można było traktować jako jedną z wielu historycznych technik fotograficznych — obok gumy dwuchromianowej, platyny i palladu, bromoleju, techniki pigmentowej, mokrego kolodionu czy fotograwiury.
Dzisiaj jej pozycja wydaje się wyraźnie inna.
Współczesny obieg wystaw, warsztatów, programów edukacyjnych i praktyk artystycznych pokazuje wyjątkową obecność cyjanotypii. Pojawia się w muzeach i galeriach, podczas wydarzeń edukacyjnych, w projektach społecznych, w pracach artystów współczesnych, a nawet w projektach łączących historyczne procesy fotograficzne ze sztuczną inteligencją.
Nie oznacza to jeszcze, że można statystycznie udowodnić, iż cyjanotypia jest najpopularniejszą współczesną techniką alternatywną. Brakuje globalnych danych, które pozwalałyby takie twierdzenie sformułować jako fakt. Można jednak powiedzieć coś innego: cyjanotypia należy dziś do najbardziej widocznych i najbardziej ekspansywnych historycznych procesów fotograficznych.
Co sprawia, że właśnie ona tak dobrze radzi sobie we współczesnej kulturze wizualnej?
Paradoksalnie jej największą siłą mogą być właśnie ograniczenia.
Najprostsza technika okazuje się najbardziej ekspansywna
Klasyczna cyjanotypia jest technicznie niezwykle prosta - wykorzystuje dwa podstawowe składniki: cytrynian żelazowo-amonowy oraz żelazicyjanek potasu. Po zmieszaniu roztworów otrzymuje się emulsję światłoczułą, którą można nanieść na odpowiednio przygotowane podłoże. Po wysuszeniu materiał zostaje wystawiony na działanie promieniowania UV, a następnie wypłukany wodą. W wyniku procesu powstaje charakterystyczny błękit pruski. (laboldtech.eu)
Cyjanotypia nie wymaga klasycznej ciemni.
Nie wymaga aparatu fotograficznego.
Nie wymaga nawet negatywu, jeśli wykorzystujemy przedmioty bezpośrednio jako przesłony dla promieniowania UV.
Źródłem światła może być słońce.
To właśnie ta prostota sprawia, że proces może być stosowany niemal wszędzie. Cyjanotypię można wykonywać na papierze, tkaninie, drewnie i wielu innych podłożach, o ile można je odpowiednio przygotować i nasycić roztworem światłoczułym. (Ogrody Botaniczne Kew)
W efekcie otrzymujemy technikę historyczną, która nie wymaga historycznej infrastruktury.
I to jest jej ogromna przewaga.
Fotografia, którą można wykonać bez aparatu
Cyjanotypia posiada jeszcze jedną właściwość, która nabiera szczególnego znaczenia w epoce fotografii cyfrowej i generatywnej AI.
Można ją wykonać bez aparatu.
Najprostszy fotogram powstaje przez położenie przedmiotu bezpośrednio na uczulonym materiale i wystawienie całości na działanie UV. Roślina, koronka, fragment tkaniny, przedmiot codziennego użytku czy dowolny inny obiekt staje się wówczas fizycznym narzędziem kształtującym obraz. Kew określa cyjanotypię wprost jako technikę „camera-less”. (Ogrody Botaniczne Kew)
W tym sensie cyjanotypia pozwala bardzo łatwo pokazać coś, co dla współczesnej teorii fotografii jest niezwykle interesujące:
fotografia nie musi być rezultatem działania aparatu.
Może być rezultatem bezpośredniej relacji pomiędzy światłem, materią i przedmiotem.
To sprawia, że cyjanotypia wyjątkowo dobrze odpowiada współczesnemu zainteresowaniu fotografią bezkamerową.
Cyjanotypia ma ogromną przewagę: natychmiastowy efekt
W przypadku wielu alternatywnych procesów fotograficznych początkujący musi przejść stosunkowo długą drogę, zanim uzyska satysfakcjonujący rezultat.
Guma dwuchromianowa wymaga przygotowania emulsji, pigmentu, odpowiedniego podłoża, negatywu, kontroli ekspozycji i wywołania. Jej niezwykłe możliwości wynikają właśnie z możliwości wielokrotnego nakładania kolejnych warstw. Każda z nich może zmienić kolor, kontrast, lokalną strukturę i stopień fotograficzności obrazu.
Ale ta sama cecha zwiększa próg wejścia.
Guma jest techniką wymagającą.
Cyjanotypia jest znacznie bardziej przyjazna dla początkujących.
Można przygotować uczulony papier, położyć na nim roślinę, koronkę albo negatyw, wystawić materiał na słońce, a następnie wypłukać go wodą.
Rezultat pojawia się niemal natychmiast.
To daje użytkownikowi coś bardzo ważnego: bezpośrednie doświadczenie procesu fotograficznego.
Dlatego cyjanotypia świetnie nadaje się do muzeum
Właśnie tutaj prawdopodobnie znajduje się jeden z najważniejszych powodów jej współczesnej ekspansji.
Instytucja kultury może zorganizować warsztat cyjanotypii bez budowania pełnego zaplecza ciemniowego.
Może pracować z dziećmi.
Może pracować z dorosłymi.
Może połączyć proces z botaniką, historią, architekturą, rzemiosłem, lokalnym dziedzictwem czy sztuką współczesną.
Może wykorzystać materiały znalezione w bezpośrednim otoczeniu.
Co równie ważne, uczestnik nie musi znać wcześniejszej historii fotografii, żeby zrozumieć zasadę działania procesu.
Wystarczy światło i przedmiot.
To ogromna zaleta edukacyjna.
Cyjanotypia wchodzi do instytucji kultury
Obserwacja współczesnego programu muzeów i galerii pokazuje, że nie chodzi już o pojedyncze warsztaty organizowane przez pasjonatów.
Cyjanotypia staje się częścią programów edukacyjnych i artystycznych instytucji kultury.
Muzeum Narodowe w Warszawie wykorzystuje ją w warsztacie „Błękitny splot”, w którym proces zostaje połączony z tkaniną, koronkami, serwetami i innymi materiałami o różnej przepuszczalności światła.
Hamburger Bahnhof w Berlinie prowadzi z kolei program „Take a Break – and Go Blue!”, przedstawiający cyjanotypię jako proces fotograficzny niewymagający aparatu.
W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie podobne warsztaty pojawiają się w muzeach i centrach sztuki współczesnej, często rozszerzając proces na tkaninę, drewno, rysunek czy instalację.
Nie są to już wyłącznie działania środowiska fotografów.
Cyjanotypia zaczyna funkcjonować jako język edukacji artystycznej i muzealnej.
Błękit jako znak rozpoznawczy
Istnieje jeszcze jeden powód jej sukcesu, którego nie należy lekceważyć.
Cyjanotypia dobrze wygląda.
Charakterystyczny błękit pruski jest natychmiast rozpoznawalny. Odbitka wykonana tą metodą ma bardzo wyraźną tożsamość wizualną.
Guma dwuchromianowa nie ma podobnej jednoznaczności.
Może być czarna, brązowa, zielona, czerwona, niebieska. Może przypominać malarstwo, grafikę albo pastel. Jej ogromne możliwości są jednocześnie jej słabością komunikacyjną: widz nie zawsze rozpozna, z jakim procesem ma do czynienia.
Cyjanotypia nie ma tego problemu.
Jej kolor jest niemal znakiem firmowym procesu.
W świecie wystaw, warsztatów, plakatów i mediów społecznościowych jest to bardzo silna przewaga.
Błękit jako estetyka
Ta zaleta ma jednak również swoją ciemną stronę.
Cyjanotypia może łatwo stać się estetyką zamiast procesem.
Błękitny obraz liścia.
Błękitna koronka.
Błękitna fotografia archiwalna.
Błękitny portret.
Błękitna abstrakcja.
Powtarzanie tych motywów może prowadzić do sytuacji, w której technika przestaje być narzędziem eksperymentu, a zaczyna funkcjonować jako gotowy styl.
To problem znany z historii fotografii.
Każda technika, która początkowo otwiera nowe możliwości, może z czasem zostać sprowadzona do zestawu rozpoznawalnych efektów.
Dlatego trzeba rozróżnić cyjanotypię jako proces od cyjanotypii jako estetykę.
To pierwsze jest znacznie ciekawsze.
Paradoks ograniczenia
Cyjanotypia ma przecież realne ograniczenia.
Najbardziej oczywistym jest kolor.
Klasyczny proces prowadzi do charakterystycznej monochromatycznej skali błękitów. Można ją modyfikować poprzez tonowanie, wybielanie, zmianę parametrów procesu czy stosowanie różnych wariantów chemicznych, ale nie daje ona takiej swobody chromatycznej jak guma.
Jeszcze ważniejsze są możliwości manipulacji obrazem.
Guma dwuchromianowa pozwala budować obraz warstwa po warstwie.
Można zmieniać pigment.
Można zmieniać jego stężenie.
Można modyfikować ekspozycję każdej warstwy.
Można stosować różne negatywy.
Można selektywnie usuwać emulsję podczas wywoływania.
Można tworzyć obrazy wielobarwne, częściowo fotograficzne i częściowo malarskie.
Każda kolejna warstwa może stać się nowym aktem interpretacji.
Pod względem możliwości manipulacyjnych guma jest więc znacznie bardziej rozbudowanym narzędziem.
A jednak to cyjanotypia zdobywa większą widoczność.
Dlaczego?
Być może właśnie dlatego, że nie wymaga od użytkownika tak wysokiego poziomu kontroli.
Cyjanotypia wygrywa stosunkiem dostępności do efektu
Można postawić hipotezę, że jej współczesna popularność wynika z wyjątkowo korzystnego stosunku:
prostota procesu + niski koszt + szybki rezultat + charakterystyczny wygląd + możliwość pracy bez aparatu + możliwość stosowania na różnych podłożach.
To kombinacja trudna do pobicia.
Guma może oferować więcej.
Platyna może oferować wyjątkową jakość i trwałość.
Fotograwiura może oferować niezwykłą materialność.
Mokry kolodion może oferować wyjątkową obecność obiektu i historyczną aurę.
Ale cyjanotypia jest prawdopodobnie jedną z technik, które najłatwiej przekładają ideę fotografii alternatywnej na doświadczenie dostępne dla szerokiego odbiorcy.
Cyjanotypia jako „gateway process”
Można ją określić jako gateway process — technikę wejścia w świat fotografii alternatywnej.
Dla wielu osób cyjanotypia może być pierwszym kontaktem z fotografią wykonywaną poza standardowym procesem cyfrowym.
Dopiero później pojawia się zainteresowanie gumą, techniką pigmentową, platyną i palladem, mokrym kolodionem czy innymi procesami historycznymi.
W tym sensie znaczenie cyjanotypii może być większe niż liczba wykonywanych cyjanotypii.
Może ona pełnić funkcję bramy do całego ekosystemu fotografii alternatywnej.
Historyczna technika idealna dla współczesnego języka „slow”
Cyjanotypia dobrze wpisuje się również w rosnące zainteresowanie ręcznym wytwarzaniem obrazu, materialnością i tak zwaną „slow photography”.
Proces jest fizyczny.
Emulsję trzeba przygotować lub nanieść.
Podłoże trzeba wysuszyć.
Przedmiot trzeba umieścić na powierzchni.
Światło musi wykonać swoją pracę.
Potem obraz trzeba wypłukać.
W przeciwieństwie do obrazu cyfrowego proces nie kończy się kliknięciem.
Każdy etap pozostawia materialny ślad.
Jednocześnie cyjanotypia jest wystarczająco prosta, aby mogła zostać wykorzystana w szeroko rozumianej edukacji ekologicznej, artystycznej czy społecznej.
Roślina znaleziona podczas spaceru może stać się źródłem obrazu.
Tkanina może zostać wykorzystana jako matryca.
Przedmiot codziennego użytku może pozostawić swój cień.
Światło słoneczne staje się narzędziem.
Od odbitki do obiektu
Współczesna cyjanotypia coraz częściej wychodzi poza papier.
Pojawia się na tkaninie, drewnie, płótnie i innych materiałach.
To istotna zmiana.
Historycznie cyjanotypia była kojarzona przede wszystkim z charakterystyczną niebieską odbitką. Współczesny artysta może potraktować ją natomiast jako technologię tworzenia obrazu, którą można przenieść do świata obiektu, instalacji czy sztuki tekstylnej.
W tym sensie granica między fotografią a innymi mediami zaczyna się zacierać.
Nie chodzi już o pytanie:
„Czy to jest cyjanotypia?”
Lecz raczej:
„Co można zrobić z cyjanotypią poza wykonaniem klasycznej odbitki?”
To znacznie szersze pole.
Cyjanotypia i współczesna sztuka
Najciekawsze przykłady pokazują, że proces może być wykorzystywany do rozwiązywania problemów, które z XIX-wieczną fotografią mają niewiele wspólnego.
Budi Agung Kuswara wykorzystuje cyjanotypię w kontekście archiwów kolonialnych, pamięci i obrazów generowanych przez AI.
Inni artyści wykorzystują ją do pracy z ciałem, tożsamością, pamięcią, ekologią czy materiałem.
W takich przypadkach historyczna technika przestaje być cytatem z przeszłości.
Staje się współczesnym medium.
To prawdopodobnie najważniejsza zmiana.
Cyjanotypia nie jest „powrotem do XIX wieku”
Popularność technik historycznych często tłumaczy się nostalgią za analogiem.
W przypadku cyjanotypii takie wyjaśnienie jest niewystarczające.
Cyjanotypia nie jest szczególnie wiernym sposobem odtwarzania XIX-wiecznej fotografii.
Jej współczesne zastosowania są często zupełnie ahistoryczne.
Wykorzystuje się ją do tworzenia wielkoformatowych prac artystycznych.
Na tkaninie.
Na drewnie.
W instalacjach.
W projektach społecznych.
W połączeniu z malarstwem.
W połączeniu z AI.
To nie jest rekonstrukcja przeszłości.
To używanie przeszłości do produkowania nowych obrazów.
Najbardziej interesujący przypadek: Budi Agung Kuswara
Twórczość Kuswary pokazuje, jak daleko można przesunąć tę logikę.
Artysta wykorzystuje archiwalne fotografie, cyfrowe przetwarzanie i generatywną AI, ale ostatecznie ponownie poddaje obraz działaniu rzeczywistego światła.
Cyjanotypia staje się więc nie tylko techniką wykonania odbitki.
Staje się sposobem ponownego sprowadzenia obrazu cyfrowego do świata fizycznego.
Mizuma Gallery opisuje jego praktykę poprzez pojęcie „Solar Synthetic Reality”. W tym ujęciu spotykają się trzy porządki: rzeczywiste światło, syntetyczny obraz oraz materialny obiekt.
To jeden z najbardziej interesujących przykładów pokazujących, że historyczna technika fotograficzna może funkcjonować w samym centrum współczesnej refleksji nad obrazem.
Czy cyjanotypia jest dziś najpopularniejszą techniką alternatywną?
Na obecnym etapie nie można tego stwierdzić jako fakt statystyczny.
Można natomiast powiedzieć, że cyjanotypia jest wyjątkowo widoczna i wykazuje szczególną zdolność do przekraczania granic pomiędzy:
fotografią,
edukacją,
sztuką współczesną,
rzemiosłem,
projektowaniem,
działalnością społeczną,
muzealnictwem
i praktyką artystyczną.
To właśnie może być jej największą przewagą.
Nie jest techniką najbardziej skomplikowaną.
Nie oferuje największej liczby możliwości manipulacji.
Nie daje takiej kontroli nad obrazem jak guma.
Ale jest niezwykle komunikatywna, dostępna i elastyczna kulturowo.
Dlaczego więc „pcha się wszędzie”?
Być może dlatego, że cyjanotypia odpowiada na kilka różnych potrzeb jednocześnie.
Dla muzeum jest łatwym procesem edukacyjnym.
Dla początkującego fotografa jest prostym wejściem w świat fotografii alternatywnej.
Dla artysty jest materialnym procesem pozwalającym wyjść poza aparat.
Dla instytucji kultury jest efektownym wizualnie medium.
Dla edukatora jest procesem, który można połączyć z niemal dowolnym tematem.
Dla artysty współczesnego może być natomiast sposobem na materializację idei, pamięci, archiwum czy obrazu cyfrowego.
I być może właśnie dlatego jej współczesna kariera jest tak interesująca.
Fotografia po aparacie zaczyna się od słońca
Cyjanotypia została wynaleziona w 1842 roku, w samym początkowym okresie historii fotografii. Jej prostota była wówczas jedną z jej największych zalet. Przez kolejne dekady proces znalazł zastosowanie między innymi w reprodukcji dokumentów, planów i materiałów botanicznych. Anna Atkins pokazała natomiast, że może również stać się narzędziem artystycznego i naukowego obrazowania. (Ogrody Botaniczne Kew)
Dzisiaj proces powraca w zupełnie innym kontekście.
Paradoks polega na tym, że w epoce najbardziej zaawansowanych technologii obrazowania jedna z najprostszych technik XIX wieku okazuje się niezwykle atrakcyjna.
Może dlatego, że przypomina o czymś, co fotografia cyfrowa uczyniła mniej oczywistym:
obraz może być rzeczą.
Może mieć powierzchnię.
Może powstać poprzez reakcję chemiczną.
Może zależeć od światła.
Może wymagać czasu.
Może nosić ślady ręki.
I może powstać bez aparatu.
Być może właśnie dlatego cyjanotypia tak dobrze odnajduje się w XXI wieku.
Nie dlatego, że prowadzi nas z powrotem do XIX wieku.
Dlatego, że pokazuje, jak wiele fotografia może znaczyć po opuszczeniu aparatu.
Źródła i materiały do dalszej lektury
Kew Gardens, „Cyanotypes: The origins of photography” — historia procesu, Herschel, fotografia bezkamerowa i jego zastosowania botaniczne. (Ogrody Botaniczne Kew)
Science and Media Museum, „Introduction to the cyanotype process” — podstawy historyczne i chemiczne procesu. (National Science and Media Museum blog)
Mike Ware, „The New Cyanotype Process” — znaczenie cyjanotypii jako łatwego wejścia w fotografię alternatywną oraz rozwój procesu. (mikeware.co.uk)
Jacquard Products, „Cyanotype Chemistry” — składniki tradycyjnego procesu i współczesne możliwości stosowania go na różnych podłożach. (Jacquard Products)









