Inna Fotografia. Granice obrazu. Czym właściwie jest dzisiaj fotografia?
Fot. Tadeusz Derpiński. Zdjęcie udostępnione przez organizatorów Festiwalu „Inna Fotografia”.
Granice obrazu. Czym właściwie jest dzisiaj fotografia?
„Inna Fotografia” w Szczecinie jako spotkanie historii fotografii, eksperymentu i nowych sposobów tworzenia obrazu
Czy fotografia musi być zdjęciem?
Pytanie wydaje się proste, dopóki nie zobaczymy, jak bardzo zmienił się sposób tworzenia obrazów. Fotografia może dziś powstawać przy użyciu historycznych procesów chemicznych, bez obiektywu, poza aparatem, poprzez wielokrotne naświetlanie, w podczerwieni, dzięki cyfrowemu przetwarzaniu, a nawet z wykorzystaniem algorytmów i sztucznej inteligencji.
Właśnie dlatego tytuł II edycji szczecińskiej „Innej Fotografii” - „Granice obrazu” - okazuje się szczególnie interesujący. Wydarzenie odbywa się od 31 sierpnia do 20 września 2026 roku w Centrum Kultury Euroregionu „Stara Rzeźnia” w Szczecinie. Wystawa główna prezentuje prace 47 autorów z Polski i zagranicy, a program obejmuje również wystawy towarzyszące, kino eksperymentalne, panel dyskusyjny i Galerię Otwartą. Nie jest to więc tylko przegląd nietypowych zdjęć. Zestawienie tak różnych praktyk pozwala przyjrzeć się temu, jak szerokie stało się dziś pole fotografii i jak wiele znaczeń może mieć samo pojęcie obrazu.
Od fotografii do obrazu
Na wystawie spotykają się praktyki, które w podręcznikowej historii fotografii należałyby do różnych epok i różnych porządków technologicznych. Są tu cyjanotypia, mokry kolodion, talbotypia, guma dwuchromianowa i camera obscura, ale także fotografia w podczerwieni, długa ekspozycja, ICM, podwójna ekspozycja, fotomontaż, fotografia mikroskopowa, Instax, fotografia cyfrowa, przetwarzanie graficzne i sztuka generatywna. Dokumentacja wystawy pokazuje przy tym, że technika jest wpisana bezpośrednio w sposób opisu poszczególnych prac.
To zestawienie ma większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać.
Przez większą część XX wieku rozwój fotografii opisywano jako historię doskonalenia narzędzi: szybszych materiałów, bardziej czułych emulsji, lepszych obiektywów, większej ostrości i coraz łatwiejszego powielania obrazu. Cyfryzacja miała ten proces doprowadzić do punktu, w którym niemal wszystko można zrobić szybciej, precyzyjniej i bardziej powtarzalnie.
Współczesna fotografia alternatywna często wykorzystuje jednak właśnie to, czego rozwój technologiczny miał się pozbyć - ograniczenie, czasochłonność i materialny charakter procesu. Długi czas naświetlania wymaga cierpliwości. Kamera otworkowa rezygnuje z optycznej doskonałości. Guma dwuchromianowa wymaga kolejnych warstw i wielu etapów pracy. Mokry kolodion narzuca określony rytm działania. Światłoczuły materiał przestaje być neutralnym nośnikiem i staje się częścią dzieła.
Wtedy technika przestaje pełnić rolę wyłącznie użytkową. Zaczyna współtworzyć sens obrazu.
Guma dwuchromianowa: przeszłość jako współczesny język
Dobrym przykładem są prace Łukasza Cylejowskiego wykonane techniką gumy dwuchromianowej. Wykonanie jednej pracy wymagało od czterech do ośmiu cykli uczulania, naświetlania i płukania, a cały proces może trwać wiele dni. Co szczególnie interesujące, autor nie przedstawia tej czasochłonności jako niedogodności. Przeciwnie - świadomie łączy ją z potrzebą oddalenia się od „algorytmicznej rzeczywistości” i powrotu do fizycznego medium.
Pojawia się tutaj istotne rozróżnienie. Można używać historycznej techniki po prostu dlatego, że daje charakterystyczny efekt estetyczny. Można wykorzystać ją również jako współczesny sposób myślenia o obrazie - przez powolność, materialność, niepowtarzalność i udział ręki autora.
To drugie podejście jest szczególnie interesujące dla historii fotografii. Dawny proces nie staje się wtedy rekonstrukcją muzealną. Staje się żywym medium współczesności.
Nie analog albo cyfra, lecz analog i cyfra
Podobne napięcie pojawia się w pracach wykorzystujących mokry kolodion. Jan Skwara fotografuje w mokrym kolodionie, a następnie cyfryzuje uzyskane obrazy. Marcin Seweryn Andrzejewski prezentuje zarówno mokry kolodion, jak i talbotypię.
To ważny model współczesnej praktyki, ponieważ podział na fotografię analogową i cyfrową coraz słabiej opisuje sposób, w jaki powstają obrazy. Obraz może zostać wykonany w dawnym procesie, przeniesiony do środowiska cyfrowego, poddany dalszej obróbce, wydrukowany i ponownie wejść do świata fizycznego jako obiekt wystawienniczy.
Powstaje łańcuch analogowo-cyfrowy, którego nie da się łatwo opisać kategorią „stara fotografia” albo „nowa fotografia”. Granica przebiega gdzie indziej - w sposobie, w jaki obraz zmienia swoje środowisko i znaczenie w kolejnych etapach procesu.
Kiedy technika zaczyna mówić o czasie?
Współczesne wykorzystanie dawnych procesów często wiąże się również z doświadczeniem czasu. W przypadku gumy dwuchromianowej czas staje się częścią procesu. W przypadku mokrego kolodionu istnieje konieczność podporządkowania się określonej kolejności czynności. Przy długiej ekspozycji czas zostaje zapisany bezpośrednio w obrazie.
Anna Wilczek i Aneta Chrzanowska wykorzystują długi czas naświetlania, natomiast Taras Tsybukh łączy fotografię w podczerwieni z ekspozycjami od 30 do 720 sekund. W jego serii „Wołyńskie widzenia niewidzialnego światła” krajobraz zostaje przekształcony przez niewidzialne dla ludzkiego oka promieniowanie i czas ekspozycji.
Fotografia przestaje w takim ujęciu być jedynie „chwilą zatrzymaną w kadrze”. Może stać się zapisem trwania.
Podczerwień prowadzi z kolei do innego problemu - granic ludzkiej percepcji. Tomek Kogoot wykorzystuje czarno-białą fotografię w podczerwieni na tradycyjnej kliszy, Marcin Łuczyk - kolorową fotografię IR, a Taras Tsybukh łączy podczerwień z długimi ekspozycjami. Fotografia od dawna potrafiła pokazywać świat, którego nie widzi człowiek. W tym sensie „inna fotografia” wykorzystuje aparat i materiał światłoczuły nie tylko jako urządzenia rejestrujące rzeczywistość, ale także jako narzędzia rozszerzające percepcję.
Fotografować bez aparatu
Jeszcze dalej można przesunąć tę granicę. Paweł Kula, artysta wizualny i eksperymentator, wykorzystuje fotografię bezkamerową, nietypowe materiały światłoczułe oraz własnoręcznie konstruowane urządzenia. W projekcie „PIN-ANIMA” odwołuje się do doświadczeń pionierów chronofotografii. Poprzez wielokrotne naświetlanie, długie ekspozycje, dzielenie i mieszanie projekcji buduje obrazy, które następnie mogą stać się materiałem animacji.
To interesujący powrót do początków fotografii. Nie do XIX wieku jako stylu, lecz do XIX wieku jako czasu eksperymentu, kiedy aparat fotograficzny nie był jeszcze ustabilizowanym urządzeniem, a granica pomiędzy fotografią, optyką i wynalazkiem pozostawała płynna.
Ten aspekt wydaje mi się szczególnie ciekawy. Współczesny eksperyment może zbliżać się do początków medium nie przez naśladowanie jego dawnego wyglądu, ale przez odzyskanie jego badawczego i wynalazczego charakteru.
Obraz można również niszczyć
Inny rodzaj eksperymentu reprezentuje Beata Bogusławska, której prace wykorzystują pseudosolaryzację, relief i selektywne tonowanie. Obraz srebrowy podlega kolejnym ingerencjom, które zmieniają jego tonalność, strukturę i relacje pomiędzy pozytywem a negatywem.
Interesujące jest to, że gotowa odbitka nie jest tutaj traktowana jako koniec procesu. Może stać się jego kolejnym początkiem. Fotografia nie jest już wyłącznie zapisem, ale materią podlegającą dalszemu przekształcaniu.
Od fotografowania do budowania obrazu
Jeszcze wyraźniej widać to w praktykach cyfrowych. Daniel Gniewosz określa swoją praktykę jako grafikę i podkreśla, że pracuje w Photoshopie CS6 bez udziału sztucznej inteligencji. Fotografie są dla niego materiałem wyjściowym, podlegającym nakładaniu, niszczeniu i transformacji. Autor opisuje nawet moment utraty kontroli nad procesem jako istotny element swojej metody.
W tym miejscu pytanie przestaje brzmieć: co zostało sfotografowane? Zaczyna brzmieć: co można zrobić z fotografią?
Podobny kierunek pojawia się u Aleksandry Mac, Ewy Palczyńskiej-Ehrard, Leszka Żebrowskiego czy Ryszarda Filipowicza, gdzie fotografia staje się tworzywem dla fotomontażu, grafiki i wielowarstwowego przetwarzania.
Najdalej idącą granicę reprezentuje w tym zestawie sztuka generatywna. Przy pracach Krzysztofa Lachowicza fotografia zostaje opisana jako proces, w którym obrazy mogą powstawać za pomocą algorytmów, sztucznej inteligencji lub systemów autonomicznych, a nie poprzez tradycyjne rejestrowanie światła obiektywem.
Wtedy pojawia się pytanie fundamentalne: czy obraz musi mieć fotograficzny początek, aby należeć do obszaru fotografii?
„Inna Fotografia” nie daje na to odpowiedzi. I być może właśnie to jest w niej najciekawsze.
Organizatorzy nie stoją obok tego problemu
Szczególnie interesujące jest to, że osoby współtworzące wydarzenie same uczestniczą w pokazanym eksperymencie. Beata Piechocka pracuje poprzez analogową ingerencję w fotografię. Andrzej „Graba” Grabowiecki wykorzystuje Haruhisa Camera - rozwiązanie łączące współczesną cyfryzację z tradycyjnym, malarskim sposobem budowania obrazu - oraz eksperymentuje z multiplikacją fotograficzną, kolorowymi filtrami i błyskiem przez kolorowe szkło. Ohrim Siergiej reprezentuje z kolei model, w którym fotografia staje się materiałem do dalszego przetwarzania graficznego.
Są to trzy różne sposoby przesuwania granicy: poprzez materiał, urządzenie i późniejszą transformację obrazu. Ich obecność na wystawie ma znaczenie również dlatego, że organizatorzy nie stoją całkowicie poza środowiskiem, które próbują integrować.
„Inna” nie znaczy „gorsza” ani „dziwniejsza”
Nazwa „Inna Fotografia” może sugerować istnienie fotografii „normalnej”, głównego nurtu, wobec której pozostałe praktyki są „inne”. Historia fotografii pokazuje jednak, że granice te nigdy nie były całkowicie stabilne.
Już piktorializm kwestionował przekonanie, że fotografia powinna być przede wszystkim wiernym, ostrym i bezosobowym zapisem. Współcześni artyści nie powtarzają programu piktorialistów, działają bowiem w zupełnie innym kontekście technologicznym i artystycznym. Wykorzystują jednak niektóre podobne narzędzia: ingerencję w obraz, materialność, wielość ekspozycji czy świadome odejście od fotograficznej neutralności.
Dlatego bardziej interesujące od stwierdzenia, że współczesna fotografia „wraca do piktorializmu”, jest pytanie, czy niektóre funkcje, które pełnił kiedyś piktorializm, nie powracają dziś w nowych formach.
Szczecin: nie tylko wystawa, lecz próba budowania środowiska
Warto zwrócić uwagę, że „Inna Fotografia” nie pojawiła się w Szczecinie znikąd. W 2025 roku odbyła się pierwsza wystawa pod tym tytułem, prezentująca prace dwunastu fotografów poszukujących alternatywy wobec „pogoni za fotograficzną doskonałością”. Już wtedy zakres obejmował nietypowe rozwiązania cyfrowe, techniki alternatywne, techniki mieszane i kolaż.
Rok później skala wydarzenia wyraźnie wzrosła. Organizatorzy prezentują prace 47 autorów a program rozszerzono o kino eksperymentalne, debatę i działania partycypacyjne.
W tym kontekście szczególnie ważne są osoby i miejsca tworzące lokalną infrastrukturę. Wśród organizatorów znajdują się Cech - Pracownia Obrazu, Stowarzyszenie „Kamera” i Altana 1893. Ta ostatnia działa w historycznym atelier fotograficznym przywróconym do życia przez Andrzeja Grabowieckiego i związanym z rekonstrukcją dawnych procesów.
Samo wydarzenie ma więc wymiar szerszy niż ekspozycja gotowych prac. Z wypowiedzi organizatorów wynika, że jednym z jego celów jest spotkanie osób zajmujących się bardzo różnymi sposobami tworzenia fotografii, wymiana wiedzy, rozmowa o technikach oraz tworzenie możliwości dalszej współpracy. W tym sensie „Inna Fotografia” może być odczytywana jako próba zbudowania środowiska, a nie tylko jako przegląd prac.
To rozróżnienie jest istotne. Festiwal nie musi najpierw posiadać ścisłej definicji, aby pełnić funkcję integrującą. Sama nazwa może być narzędziem, pod którym spotykają się praktyki wcześniej funkcjonujące osobno.
Galeria Otwarta: fotografia poza systemem wystawowym
Szczególnie dobrze widać to w projekcie Galerii Otwartej „Inna Fotografia”. Każdy może przynieść jedną fotografię w formacie 13 × 18 cm, bez narzuconej techniki i interpretacji, a następnie przypiąć ją do wspólnej ściany ekspozycyjnej. Dopiero później komisja artystyczna wybiera wyróżnione prace.
To interesujący eksperyment dotyczący nie samego obrazu, ale jego obiegu. W tradycyjnym systemie wystawowym artysta najpierw podlega selekcji, a dopiero potem trafia na wystawę. Tutaj kolejność jest odwrotna: udział, ekspozycja, a dopiero następnie selekcja.
Galeria Otwarta zmniejsza w ten sposób dystans pomiędzy artystą, amatorem, pasjonatem i widzem. Nie znosi przy tym całkowicie hierarchii, ponieważ wyróżnione prace nadal podlegają ocenie. Zmienia jednak moment, w którym selekcja zaczyna oddziaływać na obecność obrazu w przestrzeni.
Dlaczego właśnie teraz?
W materiałach promujących wydarzenie pojawia się pytanie: czy fotografia musi być wyłącznie zapisem rzeczywistości? Radio Szczecin opisuje wydarzenie jako spotkanie fotografii z grafiką, malarstwem i sztuką generatywną, a Andrzej Grabowiecki mówi o pracach, w których granica pomiędzy fotografią i malarstwem ulega zatarciu.
Dobrze oddaje to sytuację, w której znajduje się dziś fotografia. Nie mamy już jednej fotografii, rozumianej jako jedna stabilna praktyka technologiczna. Mamy fotografię jako proces chemiczny, fotografię jako obiekt, eksperyment optyczny, materiał do obróbki, konstrukcję, element obrazu hybrydowego i punkt wyjścia do grafiki. W niektórych przypadkach mamy także obrazy powstające bez tradycyjnej fotograficznej rejestracji.
Takie nagromadzenie różnych sposobów tworzenia obrazu nie musi prowadzić do zaniku pojęcia fotografii. Może raczej pokazywać, że jego zakres od dawna nie był tak stabilny, jak przyjmowaliśmy.
Granica nie jest linią
Najciekawsze w „Innej Fotografii” nie jest więc samo to, że prezentuje dawne techniki. Nie jest nim również obecność nowych technologii. Znaczenie ma przede wszystkim ich zestawienie w jednym miejscu.
Guma dwuchromianowa i sztuka generatywna nie mają ze sobą wiele wspólnego pod względem technologii. A jednak obie mogą służyć zakwestionowaniu przekonania, że fotografia ma jeden prawidłowy sposób powstawania i jeden prawidłowy wygląd.
W tym sensie granica obrazu nie jest linią oddzielającą fotografię od innych dziedzin. Jest raczej obszarem negocjacji. Autor negocjuje z materiałem, fotograf z aparatem, obraz z technologią, a odbiorca z własnym przyzwyczajeniem do tego, co powinien uznać za fotografię.
Fotografia po fotografii?
Być może właśnie tutaj „Inna Fotografia” staje się interesująca z perspektywy historii medium. Nie pokazuje bowiem prostego przejścia: analogowe - cyfrowe - generatywne. Historia wygląda dziś raczej tak, że wszystkie te formy istnieją jednocześnie.
Dawne procesy nie zniknęły. Cyfrowe nie wyparło materialnego. Nowe technologie nie unieważniły aparatu. Eksperyment nie zakończył historii fotografii.
Przeciwnie. Fotografia stała się polem współistnienia wielu sposobów tworzenia obrazu.
Być może dlatego pytanie zadawane przez festiwal nie brzmi ostatecznie: „czym jest fotografia?”. Brzmi inaczej:
co jeszcze może stać się fotografią, kiedy fotografia przestaje być tylko sposobem rejestrowania świata?
I właśnie dlatego „Inna Fotografia” jest czymś więcej niż przeglądem technik alternatywnych. Jest próbą uchwycenia momentu, w którym fotografia przestaje być jedną technologią, a staje się obszarem różnych praktyk, eksperymentów i sposobów myślenia o obrazie.
W Szczecinie pytanie to pozostaje otwarte do 20 września 2026 roku.
Fot. Tadeusz Derpiński. Zdjęcie udostępnione przez organizatorów Festiwalu „Inna Fotografia”.








