„Light and Magic” – czy piktorializm naprawdę się skończył?


„Light and Magic” - czy piktorializm naprawdę się skończył?


Jesienią 2026 roku w Tate Modern w Londynie odbędzie się wystawa „Light and Magic: The Birth of Art Photography”, poświęcona narodzinom fotografii artystycznej i globalnej historii piktorializmu. Według informacji Tate ekspozycja ma zgromadzić prace ponad 50 artystów z różnych części świata - od Seulu i Szanghaju po Londyn, Nowy Jork, Sydney, Kapsztad, Brazylię i Singapur.[1]

To, co wydaje mi się w tej wystawie szczególnie interesujące, nie sprowadza się jednak do samego wyboru nazwisk. Znacznie ważniejsza jest próba spojrzenia na piktorializm w sposób szerszy niż ten, do którego przyzwyczaiła nas tradycyjna historia fotografii.

Przez wiele lat piktorializm przedstawiano przede wszystkim jako europejski i amerykański epizod z przełomu XIX i XX wieku. W tej narracji pojawiali się Henry Peach Robinson, Alfred Stieglitz, Edward Steichen czy Alvin Langdon Coburn, a historia ruchu miała właściwie kończyć się wraz z nadejściem modernizmu.

Tate proponuje inną perspektywę. Charmaine Toh, kuratorka odpowiedzialna za wystawę, zwraca uwagę na potrzebę odejścia od traktowania piktorializmu wyłącznie jako stylu. Ważniejsze staje się spojrzenie na niego jako na międzynarodowy ruch, który dążył do uznania fotografii za sztukę i rozwijał własne sposoby jej prezentowania, oceniania i funkcjonowania.[2] W takim ujęciu istotne są nie tylko same obrazy, ale również wystawy, salony, kluby, czasopisma i kontakty pomiędzy fotografami. Zmiana perspektywy staje się szczególnie widoczna w doborze artystów. Obok nazwisk dobrze znanych w zachodniej historiografii pojawiają się twórcy znacznie rzadziej obecni w jej głównym nurcie, między innymi Long Chin-San, Luo Bonian, Shapoor N. Bhedwar, Wu Peng Seng i Ho Fan. Wśród prezentowanych artystów znalazły się również fotografki, takie jak Emma Barton i Eveleen Myers.[3]

Nie chodzi przy tym tylko o poszerzenie geograficznej listy nazwisk. Taki wybór zmienia również sam obraz piktorializmu. Trudniej traktować go jako styl, który został wypracowany w kilku europejskich i amerykańskich ośrodkach, a następnie eksportowany do reszty świata. Wystawa sugeruje raczej, że piktorializm rozwijał się w różnych środowiskach i przyjmował odmienne formy zależnie od lokalnych tradycji wizualnych i kulturowych. Wymownym przykładem jest wybór pracy Long Chin-Sana Riverside Spring z 1942 roku, znajdującej się w kolekcji Royal Photographic Society w V&A i wykorzystanej przez Tate w materiałach promujących wystawę.[1] Już sam ten wybór mówi sporo o przyjętej perspektywie. Historia piktorializmu nie ma być opowiadana wyłącznie z punktu widzenia Londynu, Paryża czy Nowego Jorku.

I właśnie tutaj zaczyna się dla mnie najciekawszy problem. Piktorializm był przecież w dużej mierze sporem o to, czym fotografia może być. Fotografia powstała jako technologia zdolna do niezwykle dokładnej rejestracji rzeczywistości. Piktorialiści próbowali natomiast pokazać, że ta sama technologia może być również środkiem interpretacji, kreacji i artystycznej wypowiedzi. Dlatego tak ważne stały się miękkie obrazy, specjalne papiery, manipulowanie negatywem, retusz, kontrolowanie tonacji oraz różne sposoby ręcznego opracowania odbitki. Nie chodziło wyłącznie o uzyskanie określonego wyglądu. Technika pozwalała rozszerzyć zakres decyzji, które fotograf mógł podejmować w trakcie budowania obrazu. To właśnie sprawia, że piktorializm jest interesujący także z dzisiejszej perspektywy.
Ponad sto lat później ponownie obserwujemy zainteresowanie gumą dwuchromianową, bromolejem, olejem, cyjanotypią, platynotypią i innymi historycznymi procesami. Można oczywiście potraktować ten powrót jako rekonstrukcję dawnych sposobów wykonywania fotografii. Można jednak spojrzeć na niego inaczej i zapytać, czy nie chodzi również o odzyskanie pewnego rodzaju kontroli nad materialną stroną obrazu.

Współczesna fotografia cyfrowa pozwala wykonać obraz szybko, powtarzalnie i z coraz większym udziałem automatyzacji. Generatywna sztuczna inteligencja posuwa ten proces jeszcze dalej, ponieważ obraz może powstać bez negatywu, bez ekspozycji i bez fizycznego kontaktu z materiałem fotograficznym. W tej sytuacji historyczne procesy zaczynają nabierać innego znaczenia. Ich wartość nie musi polegać na powrocie do dawnej technologii. Można ją widzieć również w przywracaniu do procesu fotograficznego czasu, materialności, niepewności, ręcznej decyzji i fizycznego kontaktu z obrazem. Nie oznacza to oczywiście, że każda odbitka wykonana w gumie dwuchromianowej albo platynotypii automatycznie staje się bardziej „artystyczna” od fotografii cyfrowej. Sam fakt użycia starej techniki niczego jeszcze nie rozstrzyga. Ważniejsze jest to, jak została wykorzystana i czego pozwala dokonać w konkretnym dziele. Właśnie dlatego pytanie o współczesne zainteresowanie technikami historycznymi nie powinno ograniczać się do kwestii technologicznego powrotu. Ciekawsze jest pytanie o to, czego poszukują w nich współcześni fotografowie. Czy chodzi o nostalgię? O materialność? O wolniejsze tempo pracy? O niepowtarzalność odbitki? A może o możliwość odzyskania wpływu na kolejne etapy powstawania obrazu?

W epoce fotografii cyfrowej, a szczególnie obrazów generowanych przez AI, problem ten staje się jeszcze wyraźniejszy. Co dzieje się z fotografią, kiedy obraz może powstać niemal natychmiast, bez negatywu, bez fizycznej ekspozycji i bez tradycyjnego kontaktu z materiałem? A z drugiej strony: co odzyskujemy, kiedy wykonanie obrazu wymaga czasu, oczekiwania, kolejnych warstw pigmentu, reagowania na zachowanie materiału i fizycznej ingerencji ręki? Być może właśnie dlatego zainteresowanie technikami szlachetnymi nie jest wyłącznie nostalgicznym powrotem do przeszłości. Może być kolejnym etapem tej samej dyskusji, którą ponad sto lat temu prowadzili piktorialiści: czy fotografia jest tylko sposobem rejestrowania obrazu, czy może być również sposobem jego tworzenia?

„Light and Magic” wydaje się interesująca właśnie dlatego, że nie zamyka piktorializmu w krótkim okresie historycznym ani w kilku nazwiskach. Zakres wystawy obejmuje rozwój tego ruchu od lat 80. XIX wieku do lat 60. XX wieku i pokazuje jego międzynarodowy charakter.[1] Już sam ten zakres czasowy podważa wyobrażenie, że piktorializm był krótkotrwałym epizodem, który skończył się wraz z nadejściem modernizmu. Co więcej, wystawa zestawia ze sobą fotografów działających w bardzo różnych warunkach kulturowych. To może prowadzić do pytania, czy piktorializm rzeczywiście był jednym stylem, czy raczej szerokim sposobem myślenia o fotografii, który w różnych miejscach przyjmował odmienne formy. Być może właśnie tutaj kryje się najciekawsza konsekwencja wystawy Tate. Jeżeli piktorializm rozumieć nie tylko jako zestaw środków stylistycznych, ale także jako historyczną próbę uzyskania przez fotografię statusu sztuki, wtedy jego historia nie musi kończyć się w chwili, gdy kończy się charakterystyczny dla niego wygląd obrazu. Możliwe, że część problemów, które piktorializm postawił, pozostaje nierozwiązana.

Kto kontroluje fotograficzny obraz? Gdzie kończy się rejestracja, a zaczyna interpretacja? Jaką rolę odgrywa materiał? Czy odbitka jest tylko nośnikiem obrazu, czy sama jest częścią dzieła? I wreszcie: ile miejsca pozostaje dla autora, kiedy technologia może wykonać coraz większą część pracy? To pytania, które można było zadawać sto lat temu. Można je zadawać również dzisiaj. Dlatego „Light and Magic: The Birth of Art Photography” może być czymś więcej niż wystawą historycznej fotografii. Może stać się okazją do ponownego spojrzenia na piktorializm nie jako na zamknięty styl, lecz jako na problem, który w pewnych warunkach nadal powraca.

Być może więc piktorializm rzeczywiście się skończył. Ale być może skończył się tylko jako styl.

A jako pytanie o to, czym fotografia może być, wciąż pozostaje żywy.

Przypisy

  1. Tate, Light and Magic: The Birth of Art Photography, Tate Modern, London, 14 October 2026 - 21 February 2027, https://www.tate.org.uk/whats-on/tate-modern/light-and-magic.
  2. Charmaine Toh, cyt. za: The Art Newspaper, „The must-see exhibitions in 2025”, 19 December 2024; zob. także Alise Tifentale, „Navigating Pictorial Photography and Photographic Art: How Photo Clubs Built a Global Art World”, 19 January 2026, https://www.alisetifentale.net/article-archive/tate-pictorialism-essays.
  3. Charmaine Toh (ed.), Light and Magic: The Birth of Art Photography, Tate Publishing, 2026.

Źródła

Tate, Light and Magic: The Birth of Art Photography, Tate Modern, London, 2026.

Toh, Charmaine (ed.), Light and Magic: The Birth of Art Photography. London: Tate Publishing, 2026.

Tifentale, Alise, „Navigating Pictorial Photography and Photographic Art: How Photo Clubs Built a Global Art World”, 2026.

Toh, Charmaine, „Pictorialism and Modernity in Singapore, 1950-60”, Southeast of Now, vol. 2, no. 2, 2018, s. 9-31.

Popularne posty